Witam serdecznie na oficjalnym blogu Pułtuskiej Amatorskiej Ligi Koszykówki.
Mam nadzieję, że znajdziecie tu wiele ciekawych informacji oraz będziecie się dobrze bawili.

Serdecznie zapraszam!

poniedziałek, 21 lutego 2011

20 lat istnienia Magdalenki

Trochę o sporcie, ale więcej o rozrywce.

Być może umknęła Waszej uwadze informacja o obchodach dwudziestej rocznicy istnienia pubu Magdalenka. Wiem, wiem - to blog związany ze sportem. Ale... W Magdalence wielu z nas oglądało mecze Legii, reprezentacji Polski, Ligi Mistrzów itp. Jest więc Magdalenka poniekąd pubem sportowym, w którym w kibicowskim gronie można przeżyć sportowe emocje. Że oglądanie meczów w takich miejscach to fajna rzecz, miałem się okazję przekonać w 2002 roku kiedy to Mundial w Korei i Japonii przyszło mi oglądać w angielskich pubach. Co tam się nie działo ? Do końca życia będę pamiętał ten ryk, okrzyki oburzenia, radości i komentarze angielskich fanów. Jak Seaman dostał od Ronaldinho bramkę "za kołnierz" to angielscy kibice od razu wyrazili swoje wątpliwości co do prowadzenia się żeńskich przodków rodu Seaman'ów począwszy od matki bramkarza a skończywszy na jego pra,pra, prababce z czasów Robin Hooda.
W informacji  zamieszczonej w Gazecie Pułtuskiej o obchodach 20-lecia tego kultowego dla wielu miejsca, wspomniano o sporcie, atrakcjach kulinarnych (notabene, głupio pisać, ale Pułtusk robi się coraz bardziej znany dzięki kulinarnym atrakcjom czyli zapiekankom od McJawora i tajemniczej golonce od Globusa) i świetnej atmosferze. Nie wspomniano jeszcze o jednym - miłości właściciela pubu do zespołu Depeche Mode. Warto przypomnieć, że Artur był jednym z czołowych pułtuskich depeszowców oraz organizatorem zlotu fanów, który miał miejsce wiosną 1990 roku ( w sali dawnego Domu Partii przy Placu Teatralnym). W tamtym okresie nie darzyłem tego zespołu oraz jego fanów zbyt wielką atencją. Wstyd się przyznać, ale byłem autorem kilku grafficiarskich, antydepeszowskich "wrzut" na pułtuskich murach. Tamta niechęć po jakimś czasie przekształciła się w uwielbienie do tego stopnia, że z pięciu wizyt Depeche Mode w Polsce nie byłem tylko na jednym, tym pierwszym koncercie z 1985 roku. Niestety nie mogłem też być na wspomnianym wyżej zlocie, bo los tak chciał, że w sobotę, w którą odbywała się impreza, mieliśmy przedmaturalną pielgrzymkę do Częstochowy. Na nic zdały się naciski na władze kościelne w celu przesunięcia daty pielgrzymki i żółto-granatowy pociąg powiózł mnie nie na zlot, ale na Jasną Górę. Na imprezę oddelegowałem swojego przyjaciela Bolka, który niestety zapamiętał tylko pierwszą godzinę zlotu - podam tak zintegrował się z przyjezdnymi fanami, że Jego pamięć nie zarejestrowała głównych atrakcji wieczoru.
Wracając do tematu. Arturowi, wiernym bywalcom i miłośnikom Magdalenki życzę kolejnych 20 udanych lat !
Na fali wspomnień przychodzą mi jeszcze trzy kultowe miejsca, gdzie można było miło spędzić wolny czas spotykając barwne postacie naszego miasta. Nie myślę w tej chwili o kultowych lokalach typu Arkadia, Słoneczna, Zajazd bo to nie były moje "rejony", ale chciałbym wspomnieć o innych, fajnych miejscach, z których dwa rozpoczęły swoją działalność na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Najpierw jednak o lokalu o dużo dłuższej historii, związanym personalnie z Magdalenką czyli Targowicą (dziś Ogrody Mickiewicza). Prowadzony przez Panią Spasową lokal cieszył się dużą estymą wśród amatorów złotego trunku z tej racji, że zawsze można go tam było dostać (tak, tak, nie zawsze było tak prosto że szło się do sklepu i kupowało). Serwowano tam głównie produkty browaru z jakże bliskiego nam Wyszkowa (ciekawe czy koledzy z Team Wyszków mają jakieś wspomnienia). Popularny "Nadbużan" nie należał do produktów z górnej półki, ale był zawsze dostępny. Przyznam się jednak, że raz zdarzyło się nam nie skonsumować zakupionego towaru. Za namową stałych bywalców zakupiliśmy testowo po butelce Nadbużana kategorii II. To co było w butelce (zielonej !) może kiedyś miało być piwem, ale w momencie otwarcia była to mieszanka wody, drożdży i listków chmielu. Nie daliśmy rady oddając w prezencie zakupione butelki abonamentowym bywalcom, czym wzbudziliśmy ich zachwyt, zapewnienia o dozgonnej przyjaźni oraz ciepłe słowa o polskiej młodzieży. Targowica nie była lokalem elitarnym, ale można tam było spotkać barwne i kultowe postacie Pułtuska. Znalazła swoje miejsce nawet w polskiej kinematografii. W filmie dokumentalnym o zespole Manam pt. "Czuję się świetnie" jest fragment z letniego ogródka przed lokalem, gdzie przy stolikach siedzą stali bywalcy (m.in. Effendi). Niestety większość z nich mieszka dziś przy Kościuszki 133 czyli na cmentarzu.  Pamiętam też jedną bardzo ciekawą sytuację. Siedząc spokojnie z kumplami i konsumując wiadomy trunek, usłyszeliśmy nagle ni to kaszel, ni to charkot docierający z sąsiedniego stolika. Rzuciliśmy się z pomocą delikwentowi, który wydawał te dźwięki, namawiając go do podniesienia rąk do góry i proponując reanimację. Jak wielkie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że ów przerażający dźwięk był po prostu atakiem śmiechu. Naturalnym kontynuatorem tradycji Targowicy jest więc Magdalenka i oby tak było do końca świata i jeden dzień dłużej.

Inny, bardzo popularny lokal na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pijalnia piwa u Pana Borka przy ul. Kościuszki (niestety nie pamiętam numeru). Dziś jest tam sklep z wyrobami drewnianymi chyba również prowadzony przez Pana Borka. Lokal cieszył się sporą popularnością z tej racji, że było dostępnych kilka gatunków piwa i było już także piwo kuflowe. Ciepło wspominam wszystkie wizyty w tym lokalu z tej racji, że z Panią Basią , która dozowała wiadomy trunek, wymienialiśmy kasety wideo oraz jednocześnie recenzowaliśmy obejrzane filmy. Przy zabawie można też więc było poobcować z kulturą wyższą.

Kultowym miejscem była też Mgiełka. Zapytacie gdzie mieścił się ten lokal. Ulicy nie pamiętam, ale powiem jak dojść. Idąc z miasta kładką na Popławy trzeba było skręcić w taki olchowy zagajnik po prawej stronie - dróżka wiodła do samego celu. Wspomniana Mgiełka mieściła się w prywatnym domu jej właściciela czyli Pana Myślaka. Niewielkie pomieszczenie, w którym stało kilka stolików szczególnie w sezonie letnim było miejscem pielgrzymek. Kameralna atmosfera, przyjazdni goście- to gwarancja dobrej zabawy. Czasem z braku wolnych miejsc przy stoliku siedziało się z zupełnie obcymi (do pewnego momentu) ludźmi. Dochodziło też czasem do zabawnych zamian butelek, ale nie było to powodem żadnej agresji. Wręcz przeciwnie - osoba, która pomyliła butelki czuła się zobowiązana do postawienia następnej kolejki.  Z Mgiełką mam też jedno fajne, muzyczne wspomnienie. Otóż nasz kolega, uczuciowo związany z jedną z córek Pana Myślaka, zamawiał u mojego przyjaciela Bolka, zestawy teledysków nagranych z MTV (to było jeszcze w czasach gdy MTV nadawała muzykę). Mój przyjaciel Bolek był jednym z pierwszych w Pułtusku (chyba w pierwszej trójce) właścicielem anteny satelitarnej  toteż zamówienia były realizowane i nagrane kasety z teledyskami były potem odtwarzane na okrągło w Mgiełce. Ponieważ razem z Bolkiem bardzo dobrze znaliśmy zawartość tych kaset, to często wzbudzaliśmy podziw niektórych gości mówiąc jaki będzie kolejny teledysk - większość myślała że MTV leci "na żywo". Dzięki wspomnianej antenie satelitarnej zobaczyłem mój pierwszy w życiu mecz NBA. Ale to już zupełnie inna historia...

Play Off 2011:)

Oj długo nie uzupełniałem, aż Play Off nas zastał;) A to zima, a to ferie, a to i brak czasu, ale nic, biezemy się do roboty, by można było coś poczytać;)
Póki co rozpoczynamy od Marka Piotrowskiego, który chce się podzielić swoimi spostrzeżeniami:)
I tak jak Marek, jeżeli macie ochotę coś dodać od siebie, wyrazić żal, bądź radośc, przesyłajcie teksty, postaram się je zamieścić:)
Więcej o Play Off już wkrótce;)